Żuławy Wiślane

„Jest taka droga, która na Żuławach ma swój koniec. Przyjedź tam w środku listopada, gdy szarość i deszcz tworzą krajobraz. Spójrz wtem na północ i zrozumiesz jak to jest zajechać na koniec człowieczeństwa”.

Żuławy Wiślane – jako rzecze encyklopedyja internetowa jest to obszar fizjograficzny, wchodzący w skład makroregionu Pobrzeże Gdańskie. Odwrócony trójkąt z wierzchołkiem skierowanym w dół. Rejon cudny, zachwyca swą niewinnością, pięknem, urodą… Lecz te Żuławy, o których tutaj rozprawa są wszędzie. Są wielkie i rozległe. Ich mieszkańcy są wymieszani i zarazem bardzo różnorodni. Jest to cały ich koloryt. W tym społeczeństwie jest taka nieliczna, choć bez mała duża grupka ludzi, którzy są niezwykli, ale w swej niezwykłości bardzo nieskomplikowani. Opis jednej osady.

Był dom przy tej drodze. Ceglany, parterowy dom. A obok niego kolejny. Już z piętrem. I tak jeszcze kilkanaście podobnie różnych domów. Gdzieś po środku stał budynek z dzwonnicą i panem w czarnej szacie, który był mu gospodarzem. Dookoła roztaczał się las, knieja wręcz, taka gęsta i ciemna. Słońca mieli tam jak na lekarstwo, choć nie było tak od zawsze. Dwa lata będzie jak te drzewa dziko sadzone wyrosły ponad domy i horyzont. Rosły szybko i silnie. Nikt w tej osadzie nawet nie przypuszczał, że te niewinne drzewka tak szybko pozbawią ich dostępu do słońca. Wyręb nie wchodził w grę, gdyż były to gatunki chronione. Tak więc każdy mieszkaniec machał ręką i żył dalej, godząc się z biegiem rzeczy. Sklep to pojęcie tu nieznane. By coś nabyć trzeba jechać na południe, ku zachodowi. Za wszystkim trzeba było stąd wyjeżdżać: za chlebem, szkołą i pracą. Ta ulicówka została nazwana niegdyś Lubieszewo – enklawa odludków, uciekających mimochodem od cywilizacji, w której nie potrafili funkcjonować. Jedyną rzeczą, która przypomina o nieuniknionym z nią kontakcie jest ruch samochodów pędzących z kierunków różnych, które czasem się tutaj pojawiają. Pędzą gdzieś ci ludzie, wioząc w świat cywilizację swoją, choć gdyby spojrzeć z drugiej strony, to cywilizacja ich niosła bezładnie, a ci ślepcy niesieni pychą myśleli, że ujeżdżają lwa. Tak naprawdę siedzieli w jego paszczy. Ludzie z osady doskonale to rozumieli, więc znów machnęli ręką i żyli dalej. Przyjezdnych mieszkańców było tutaj maksymalnie kilku. Żyli sobie tutaj spokojniej, gdyż uciekli przed hałasem miejsc posiadających więcej niż jedną ulicę. Byli uchodźcami, którzy uciekli z „krajów” cywilizacji. Reszta mieszkańców była stąd, ale każdy z nich liznął niegdyś wielkiego świata w pełnym kolorycie i nie widzieli w nim szczęścia. Byli uznani tam za dziwaków nie potrafiących korzystać z życia. Mimo wyciągniętej doń ręki nie potrafili się asymilować, gdyż widzieli wielorakość zła i ślepoty społecznej. Uciekali w swoje domy ceglane. Tam nikt nie pytał, ściany patrzyły a milczały. Cisza pokoi nawet tykaniem zegarka nieprzerwana dawała ukojenie. Czasem gdy wiatr wieczorny wdzierał się przez okna nieszczelne, było słychać pomruk „musisz żyć”. Nocami się nasilał by przed rankiem, którego nie było widać prawie do południa, znikał i zostawiał po sobie pustkę. Tak głęboką, silnie odczuwalną, że aż przerażającą. Potem jakby wracano w codzienność, w masce uśmiechu.

W osadzie żył jeden starszy, sędziwy mężczyzna. Był to człowiek zastępujący słońce, mimo iż już przygasał. Niegdyś przywoził ze sobą, gdziekolwiek by się nie pojawił, wesołe miasteczko. Ostatnimi czasy miasteczka już nie było. On sam nie miał siły go przywozić. W zamian zza lasu było słychać szum miasteczek cywilizacji. Osadnicy żyli ze świadomością, że era tamtych, wesołych miasteczek już nie wróci, gdyż tak trudno wykrzesać obecnie jakiekolwiek inne.

W lato było dobrze. Ciepło, słońce wysoko i fakt, że drzewa duże, to też wiatr w czasie burz nie doskwierał tak bardzo. Pozytyw tych dni powodował pojawienie się sentymentu do miasteczka starca. Chciało się wychodzić do ludzi, próbować na nowo mariażu z cywilizacją. Pełni nadziei mieszkańcy szybko jednak gubili entuzjazm, gdyż już pierwsze kontakty z cywilizowanymi, pełnymi chęci zdobywania wszystkiego ludzi, okazywały jaka przepaść dzieli ich między sobą. Wracali znów do swej zarośniętej enklawy czekając na jesień. A jesień przynosiła co raz to mniej światła, chłód i lecące po niebie liście, jak te chwile, które przemijają w codzienności osady. Czas płynął a głuchość ścian w tak refleksyjnym okresie uzależniała ich jeszcze bardziej od siebie. Listopad był jak ta ściana, ślepa uliczka, do której się dociera gubiąc drogę. Część z nich nie potrafiła w tym wytrwać. Zostawiali domy i drzewa, i innych mieszkańców. Znikali z codzienności miejsca, a zniknięcie każdego oznajmiał dzwon. Pewnego dnia jedenastego miesiąca padał deszcz. Siąpił i chłód niósł. Na wjeździe do osady upadło drzewo blokując połowicznie drogę. Łatwiej było udać się na północ. Jeden z mieszkańców udał się na spacer właśnie ku północy. Szedł tą drogą dłuższy czas, mijały go auta ludzi odseparowanych od niego szczelnie kawałkiem blachy z wygłuszeniem. W pewnym momencie droga gwałtowanie skręcała na wschód. Na wprost został jedynie stary dukt kamienny, bardzo krótki, może z 200 metrów miał. Poszedł więc do jego końca i stanął w środku zachwaszczonego pola. Na wprost tylko szarość nieba. Można było usłyszeć jedynie szum pędzącej cywilizacji. Odwrócił ku niej głowę i spojrzał oczyma pełnymi tej pustki z krajobrazu. Zobaczył jak te pole dzieli go od pełnych życia ludzi w samochodach.

Patrząc na to z boku można ujrzeć jak ludzie mijają człowieka. Zerkają na chwilę by zobaczyć tego moknącego w deszczu dziwaka, po czym oddalają się bezrefleksyjnie zostawiając go innym, aby i oni mogli rzucić swoje krótkie, bezmyślnie spojrzenia. W deszczu nie widać jego łez, a z dystansu nawet nie widać w nim człowieka. W tej barierze ignorancji najtrudniej jednak dostrzec, że i ten moknący i reszta mieszkańców osady żyli w… Żyli 2 metry poniżej poziomu morza.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>