Wierzę w Jezusa

Oto wpis z nowej serii „Czysta teoria”. Zaczynam swój wywód mocno prowokacyjnie, gdyż każdy kto mnie zna choć trochę i zna mój stosunek do wiary zorganizowanej dobrze wie, że nie należę do osób wielbiących Chrystusa w takiej formie w jakiej przedstawia to pewien starodruk, spisany po pięciu wiekach od istnienia rzeczonego jegomościa, na podstawie przekazów ustnych… Dla każdego oburzonego moim stosunkiem do świętego pisma, musiałbym w tym miejscu przytoczyć anatomię plotki w społeczeństwach słabo rozwiniętych, ale nie chcę tego robić, gdyż wiem że spotkam się niezrozumieniem i widocznym oporem intelektualnym. Żyjemy niestety w państwie, w którym większość świąt i tradycji jest oparta o Kościół Katolicki co świadczy o tym, że jest to kolonia a nie suwerenne Państwo, które prócz religii ma też świeckie podstawy kulturowe. Każda ingerencja myślowa w narzucony ład i porządek jest wśród pewnej części mieszkańców odbierana jako atak na ich byt i spotyka się z niezrozumiałą, przeciwstawną do nauk rzeczonego powyżej Jezusa, agresją. Posądzanie każdego o odmiennym poglądzie o złe intencje jest przejawem fobii i nie najlepiej świadczy o podejściu do ludzi a kulturze osobistej. Jestem w stanie to zrozumieć, bo ichniejsza wyobraźnia nie potrafi wyimaginować sobie co w zamian, jest po prostu słabo rozwinięta. To wynika ze strachu przed nowym, a znowuż strach, jak zwykle, wynika z niewiedzy (powtarzam to do cholery jak mantrę, ale do ludzi nic nie dociera). Lecz spokojnie, nowe wcale nie musi zacierać starego i może żyć równolegle, wystarczy jedynie w swoim życiu wyznawać zasadę Signum Temporis. Architektura pokazuje lepiej niż książka, że takie mariaże są możliwe i potrafią zachwycać jeśli są przeprowadzone z należytym rozsądkiem i poszanowaniem*.

Wyobraźmy sobie pewien ciąg wypadków: jest okres starożytności. Cesarstwo Rzymskie rządzi niczym Ju Es Ej w dzisiejszych czasach, nie ma samochodów, fabryk, a ludzie żyją z prymitywnego rzemiosła lub roli. Jest biednie, ale stabilnie. W pewnej rodzinie pojawia się dziecko, chłopczyk. Chłopczyk ten wychowuje się wśród rówieśników, nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jak przystało na tamte czasy, chłopcy dorastali dosyć szybko i rzeczony młodzieniec w wieku lat dwunastu wybywa… gdzieś. Do 30 roku życia właściwie nie bardzo wiemy co się z nim dzieje, ale można założyć, że jak każdy młody, ciekawy świata człowiek wybywa w świat po nauki. Po pewnym czasie wraca w rodzinne strony. Jest to już mocno dorosły mężczyzna, wykształcony, z wysoce rozwiniętą świadomością. Widząc stan społeczeństwa i przepaść dzielącą je od wiedzy, którą nabył postanawia głosić swoje nauki. Jak każdy idealista, w szlachetnym celu. Oprócz tych nauk nabrał wielu umiejętności. Potrafił leczyć chorych na trąd, potrafił pływać, znał nowoczesne na tamten czas metody połowu ryb, znał metodę skutecznej destylacji alkoholu oraz metodę wypieku chleba na skalę dotąd niespotykaną, by zaspokoić potrzeby społeczeństwa. Stał się dzięki temu człowiekiem niezwykle popularnym. A popularność jednostki autonomicznej nie za bardzo jest w kolor władzy. Władza boi się o swe dobra i władzę swoją samą w sobie. Każdy objaw jej zagrożenia w postaci człowieka porywającego za sobą tłum jest dla niej sygnałem alarmowym. Tak też jest w tym przypadku. Zaczynają na niego psioczyć i nastawiać ludzi przeciwko niemu. Szkalują go i zastraszają. W pewnym momencie wpędzają do więzienia i zaczynają katować, gdyż nie zszedł ze ścieżki swoich przekonań. Ostatecznie stawiają go przed ludem, który jak to lud, tępy, i głuchy, i głupi miał wybrać pomiędzy nim a jakimś złodziejaszkiem, który z nich pójdzie na szafot. Lud wybrał złodziejaszka, gdyż złodziejaszek niby kawał uja, ale swój i miał w sobie trochę zawadiackiego uśmieszku. No szłoby się z nim napić. A odszczepieńca najlepiej się pozbyć, bo nie pasuje, wszystkich tylko poucza i mędrkuje. To też poszli się go pozbyć. Upokarzali go w drodze na rzeczony szafot (tzn. krzyż). Koniec końców w akcie łaski powisiał sobie trochę, żeby pocierpieć i być symbolem do czego dochodzi gdy ktoś sprzeciwia się władzy. Na trzy dni wpędzono go do więzienia w jakiejś jaskini, po czym wyszedł i nie wrócił już do rodzinnego domu, tylko wybył gdzieś w świat szukając spokoju. Przypomina Wam coś ta historia? Dosyć przyziemna analiza, bez religijnego patosu, rzuca trochę inne światło na postać Jezusa Ch. Lecz jest tutaj ciąg dalszy tej historii. Jego zwolennicy zrozumieli w końcu co chciał im przekazać i zaczęli głosić jego nauki. Przez lata myśl tego człowieka szła przez tamtejszy świat i kolejne pokolenia, by coraz to mocniej się rozprzestrzeniać. Zdobyła tak wielką aprobatę społeczną, że zaczęła zagrażać Rzymowi jako imperium. Rzym po niedługim czasie upada. Czy aby na pewno? Najważniejsza jest ciągłość władzy. Patrząc na to jak łatwo komunistyczny prokurator potrafi się przepoczwarzyć w bogobojnego katolika, wcale nie trudno założyć, że możnowładcy Rzymu przepoczwarzyli się w chrześcijan by Rzym trwał nadal. Lecz Rzym się źle kojarzył, trzeba było przenieść siedzibę pod Rzym. Bezczelnie przypisano sobie myśli rzeczonego powyżej, by pokazać ludowi, że był on wspaniały. I dalej dzięki temu można było kontrolować lud. Zastraszać go piekłem, cierpieniami… Tak, tak. Tak to właśnie działa. Z czasem, im fantazja była większa, przypisywano do niego coraz to bardziej nadnaturalne zjawiska. Koniec końców powstała wersja księgi, którą znamy dzisiaj. Lecz nie można zatrzymać pewnych przypadków. Rewolucja przemysłowa a wymuszony przez to dostęp do edukacji sprawił, iż społeczeństwa zrobiły się bardziej świadome, kolejne pokolenia coraz to mocniej stawiały odpór irracjonalnej historii sprzed wieków. Co by jednak nie było kolorowo dopuszczono do spustoszeń. Wojny, zastraszanie, zubażanie miały i dalej mają miejsce. Dzisiaj zastraszonych jest nadal wielu ludzi. Prymitywnie zastraszono ich uchodźcami odmiennymi kulturowo, którzy rzekomo zagrożą ich porządkowi świata. I nie ma w tym miłosierdzia, nie ma w tym wszystkim dobrej woli i chęci poznania. Jest strach i aż mi wstyd za tych, którzy się boją, bo ma on bardzo płytkie podłoże. A z tego strachu w pewnym momencie podniosą broń udając, że piątego przykazania nie ma. Tacy to katolicy.

Więc dlaczego w niego wierzę? Bo nie neguję jego istnienia. Wierzę w niego jako człowieka, a nie nadbyt lub byt nadprzyrodzony. Ktoś stworzył w tamtej części świata i w tamtym czasie kult myśli człowieka, który chciał dobrze dla innych. Ten kult został zdeformowany i sprowadzony na irracjonalne tory. To bardzo nie w porządku wobec niego, gdyż był przykładem tego jakim należy być człowiekiem w życiu, ale tak przyziemnie. Pełnym pokory, bez pychy. Skromnym, kochającym, potrafiącym wybaczać i rozumieć innych. Był taki sam jak inni, ale inny. Był idealistą, wierzył że można coś zrobić dla ciemnych mas i kolejnych ich pokoleń. Sądzę, że jesteśmy mu winni, jako świadomi ludzie, wyprostowanie jego imienia. Skoro już dotarło do nas kulturowo jego imię i uczestniczyło w kształtowaniu wielu pokoleń nie powinniśmy go wymazywać, a przybliżyć ludziom w ludzki sposób. Wykorzystać jego myśl do tego, aby raz na zawsze rozliczyć się z tymi co jego myśl zniekształcili i wykorzystują do własnych interesów. Myślę, że to iż był idealistą, podobnie jak ja nim staram się być, obrazuje jaka powtarzalność schematów i postaw wśród ludzi się pojawia. Lecz to, że pojawił się w moim życiu, chcąc nie chcąc powoduje, iż dzisiaj wierzę. Wierzę przyziemnie. Wierzę, że w końcu ludzie dojrzeją by rozumieć go podobnie, dojrzeją by zrozumieć, że strach jest złem, a lenistwo myślenia grzechem i krzywdą osobistą, która zaniesie krzywdę innym. Wierzę, że wspólnota, która go wykorzystała jako swój symbol pokaja się, zrezygnuje z bogactw i władzy a stanie się skromna i ludzka. Wierzę, że moje przekonania w miejscu, w którym żyję zostaną w końcu poszanowane. Wierzę choć to naiwność i być może ta główna cecha idealistów, zaprowadzi mnie kiedyś na moją Golgotę, ale tak na prawdę wszyscy tam zmierzamy, gdyż każdy niesie swój krzyż i każdy cierpi na swój sposób. Wszyscy jesteśmy Chrystusami, on nie był od nas lepszy czy gorszy – to po prostu jeden z nas, zwykłych ludzi. Los chciał, że to on został symbolem, ale niech w końcu zostanie dla nas symbolem postępowania a nie nadprzyrodzonych zdolności.  Bo życie jest tylko bardzo przyziemną ścieżką, z której zbyt często zbaczamy by bujać w obłokach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>