Szlagry i modro kapusta vs Goethe i 400 lat śląskiej obyczajowości.

Powodowany artykułem niejakiego Mazowszanina, eNdeka Pana Ziemkiewicza, który to stworzony został w kontrze wobec artykułu Ślązaka i lokalnego patrioty Szczepana Twardocha, postanowiłem sam napisać kilka słów dotyczących całego sporu na linii Ślązacy – reszta Polszy. Niektórych to może ubodnąć dlaczego nie stosuję wyrażenia Polska, ale moje niezłośliwe określenie Polsza nie wzięło się znikąd. Obecnie jest to zastraszony przekłamanym obrazem zachodu byt dryfujący kulturowo na wschód. A że na wschodzie mówią Polsza no to moim zdaniem jest to określenie idealne. Ale do meritum.

Polskie okulary jakie zakłada większość patriotów o złym pojęciu patriotyzmu nie pozwalają dojrzeć wielobarwności regionu jakim jest Śląsk. Okulary te leżą im tak dobrze i dodają takiego seksapilu jakiego mogą jedynie dodać skarpety z sandałami, że nie potrafią dojrzeć wielobarwności przestrzeni i kultury Śląska. Górnego i Dolnego. W przypadku Górnego Śląska słychać jeszcze mocny odruch obronny, ale jak długo to potrwa nie wiadomo. Na Dolnym Śląsku oczyszczono etnicznie całość ziem i tam głos broniący dziedzictwa podnoszą jedynie co bardziej wykształcone jednostki pochodzenia polskiego. Polak z Mazowsza, eNdek (jako się sam określa), dziedzic spuścizny intelektualnej dawnych, polskich endeków, którzy sformułowali doktrynę czystości etnicznej narodu jako gwaranta rozwoju nie napisze Nam, ludziom mieszkającym na Śląsku, że jest coś takiego jak Śląsk i że na nim żyją Ślązacy. Z warszawskiej perspektywy nazwy regionów są jedynie nazwami kierunków w jakie trzeba się udać by umacniać w nich polskość (czyt. władzę). Abstrahując już od kwestii geograficzno-historycznych widać to po strukturze ekonomicznej Państwa. Dojne krowy jakimi są regiony mają służyć dla Pana swego a on czasem ochłap rzuci. Objawy buntu trzeba stłamsić, zniszczyć i zdeptać. Co bezczelniejsi przemilczą albo będą udawać, że takowych nawet nie ma, jednocześnie kontynuując swoją feudalną politykę. Takie głosy jak Pana Ziemkiewicza są dowodem na to, że mimo prawie dwustu lat od uwłaszczenia chłopów zapędy feudalne polskich panów się nie zmieniły. Zmieniła się jedynie skala zjawiska. To nie wynika rzecz jasna z przynależności narodowej a jedynie rozwoju mentalnego, to problem indywidualnej psychologii. Nieumiejętność zaakceptowania faktów historycznych i ich wpływu na teraźniejszość świadczą o rozwydrzeniu i infantylności. Można taką postawę przyrównać do rozhisteryzowanego chłopca, który tupie i krzyczy że to są jego zabawki, mimo iż ukradł je ze wspólnej piaskownicy. Polskie okulary to jednak coś więcej. Polskie okulary nosi też polskie społeczeństwo żyjące teraz, w czasie nieuregulowanych kwestii historycznych. Nie raz podnosi się głos, że po co zmieniać stan obecny, jest spokój, jest dobrze. Duża część społeczeństwa polskiego widzi Śląsk jako brzydki, robotniczy region, gdzie mieszkają śmieszni ludzie, o jeszcze śmieszniejszym języku, gdzie się tylko chwalą śląskim obiadem i słuchają kiczowatych szlagrów przypominających ichniejsze disco polo. Śląska historia, śląska architektura, śląska sztuka, język śląski, literatura śląska są dla nich czymś absolutnie abstrakcyjnym, jest to wręcz niszowy folklor, którego nie są w stanie przyjąć do własnej świadomości. Tego nie ma, bo nie ma tego w mediach, nie ma tego w książkach i nie ma tego na historii w szkole. Po prostu nie ma. Polacy mają przecież tak wiele osiągnięć historycznych, że nie mają już miejsca w głowie na to aby przyjąć jeszcze cokolwiek więcej, bo cała wizja świata legnie w gruzach. I w tym momencie rodzi się twardogłowość Polaków, brak odporności na dysonans poznawczy. Głównym problemem ich twardogłowości jest to, że oprócz samego nieprzyjmowania faktów, fakty dla nich niewygodne wzbudzają agresję. Nie są merytorycznie diagnozowane tylko od razu ulegają negacji lub przemilczeniu. Gdyby przyjąć taką retorykę wobec ich faktów z pewnością nastąpi podobna agresja. To bardzo smutne, ale skądś się to bierze. Ja akurat upatruję tego w słabo rozwiniętej edukacji i w kodzie kulturowym, który ciągle jeszcze zaszczepia niechęć do intelektualizmu. I jakkolwiek by Pan Ziemkiewicz nie ubierał swoich słów w bardzo intelektualnie brzmiące wdzianko tak nie zakryje swojej niechęci do zrozumienia racji drugiego człowieka, a tym bardziej jego praw do samostanowienia o sobie.

Pada pytanie: skąd są moje, wydawać by się mogło, skrajne przemyślenia? Mieszkam na Śląsku i obserwuję rzeczywistość. Wychowany w polskiej szkole, w systemie edukacji, który uczył kochać Polskę. Wedle tego co mnie uczyli powinienem być patriotą polskim, ale tak nie jest. Całym moim szczęściem było urodzenie się Mysłowicach – w małym, śląskim mieście, które leży na wschodniej granicy Górnego Śląska. Mimo iż tak blisko Polski, mieszkało i mieszka tutaj wielu ludzi mówiących po Śląsku, kultywujących tradycje, a co najważniejsze pamiętających jeszcze czasy jak obchodzono się ze Ślązakami. Zawsze dziwiła mnie niechęć do Zagłębia wśród tutejszych autochtonów. Chodzi o niechęć samą w sobie jako negatywne uczucie. Skąd, dlaczego itd. Słysząc opowieści o rozczarowaniu Polską, o niechęci Polaków wobec Ślązaków, o traktowaniu ich gorzej bo mówili w inny sposób zaczęła zapalać mi się lampka, zacząłem rozumieć tą niechęć. Jak mieli być chętni skoro byli traktowani jak podludzie? Jak mieli tolerować Polskę, skoro Polska okazała się Polszą? Potem zacząłem się interesować architekturą i przestrzenią publiczną. Widziałem jak polskie władze po macoszemu traktują architekturę na Śląsku. Jak traktują dzisiejszą przestrzeń publiczną – bez żadnego kunsztu, bez cyzelatury jaką zostawili dla nas Niemcy. Dali nam byle co zniżając do własnego poziomu. Następnie zacząłem się interesować historią swego miasta, która zaczęła obnażać jak wyglądały stosunki z Polszą. Już pomijam kwestię barbarzyńskiego spalenia Mysłowic przez Jana Zamoyskiego, które skutkowało zniszczeniem wszelkich akt dotyczących lokacji miasta i było jedynie potwierdzeniem wschodniej mentalności, tak często opisywanej w późniejszych czasach jako ułańska fantazja. XIX wiek i różnice jakie pojawiły się w ten czas między Śląskiem o Zagłębiem są obrazem stosunku polskiej racji stanu wobec Ślązaków. Polacy, którzy zostali wyizolowani z zachodniej strefy wpływów, skazani na dalsze bytowanie kulturowe na wschodzie nabierali coraz to gorszych wzorców. Na Modrzejowie, który graniczy z Mysłowicami stali zabiedzeni ludzie, którzy nie mogli swobodnie jak wcześniej przejść przez rzekę i obserwowali jak buduje się miasto Myslowitz. Jak powstawały piękne kamienice, jak bogactwo się tworzyło i jak niezwykle ciekawa i barwna tworzyła się obyczajowość. Niezwykle dobrze obrazuje to powieść „Korzeniec” Zbigniewa Białasa, a pięknie zaadaptowana na sztukę przez Teatr Zagłębia (polecam wielu Ślązakom, a szczególnie polskim patriotom co by zrozumieli do czego prowadzi chory nacjonalizm), napisana z zagłębiowskiej perspektywy. „W Myslowitz potrafią nawet lalkę naprawić, a u nas nie potrafią człowieka” – te słowa zapadły mi w pamięć. Później mieliśmy wyrywanie Śląska przez pełne zazdrości zielone ludziki z Zagłębia, wykorzystując przy tym spore rozczarowanie mieszkańców Śląska niemiecką polityką i zachowaniem niektórych, miejscowych Niemców wobec autochtonów, którzy nie widząc dla siebie miejsca w powojennej rzeczywistości postanowili się zbuntować. Dostaliśmy od Polszy autonomię, którą po kilku latach zaczęto ograniczać, a po II WŚ nielegalnie zniesiono. Do tego wywózka ludzi ze Śląska, polskie (bo skoro naziści to Niemcy, to komuniści to Polacy) obozy w Łambinowicach, na Zgodzie i jeszcze kilku innych miejscach, wypędzenia Niemców z ich domów dowiodły jak łatwo ze wschodu zaimportowano nienawiść do człowieka i intelektualizmu. Zawsze w tym miejscu wspominam pewnego mieszkańca sosnowieckiej Niwki, Stanisława Rojewskiego, niezwykle szanowanego Mysłowiczanina z nadania, Polaka(!), gdyż jego historia nie jest tak słodka jak wyroby, które tworzył. Jako członek partii komunistycznej sam brał udział w pozbyciu się niemieckiego cukiernika i piekarza z Mysłowic, byle tylko przejąć jego mieszkanie i zakład. Ten człowiek jest dla mnie symbolem postępowania Polaków wobec ludzi mieszkających tutaj. Lata powojenne to już wszyscy mniej więcej znają, przytaczać nie będę, bo mnie krew zalewa jak o tym myślę.

Słowem zakończenia chciałbym powiedzieć tak: Roztomajte patryjoty! Jak jeszcze raz, któryś z Was będzie mi i moim Ziomkom odmawiał prawa do poczucia przynależności narodowej lub etnicznej, to zawsze będę Wam przypominał jak nieatrakcyjna jest dla Ślązaków Polsza. My, ludzie mieszkający tutaj, ludzie miejsca, w którym doszło do zderzenia trzech kultur mamy prawo wymagać godnego traktowania, bo mamy inne doświadczenia. Żyjemy w równoległych do siebie rzeczywistościach, ale Śląsk to nie Warszawa – mamy swoje obyczaje. Zrozumcie to w końcu zamiast narzucać własne zdanie. Jeśli tak bardzo Wam zależy, żeby ludzie tutaj mieszkający byli dumni z Polski, żeby mówili tutaj dumnie „Polska” to dajcie im poczucie, że Polska bierze ich takich jakimi są. Dajcie nam kulturę społeczną i wysokiej jakości przestrzeń publiczną, wprowadźcie kulturę urzędniczą i pozwólcie nauczać historii tego miejsca, która jest zupełnie inna. Polską kartę w historii Śląska możecie napisać dzisiaj szanując prawa tutejszej ludności i chroniąc dziedzictwo jednocześnie nie wstydząc się mówić, że jest niemieckie. Póki co, w sypiącej się kamienicy w Bytomiu, Chorzowie czy Zabrzu ciężko o to aby ludzie byli kochali Polskę, bo nie mają za co.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>