Porozmawiać z Polską

Gdy miłość odpycha, porzuca, wyśmiewa, nie traktuje poważnie to przestaje być miłością. Zaczyna się wydawać niedawnym urojeniem, które sobie wmówiliśmy. Wmówiliśmy sobie, bo ta nasza miłość, w całej swej ułomności, chwytała nas za serce. Nie sposób opisać tego co kieruje człowiekiem, kiedy nasz organizm zaczyna kochać. Przestajemy mieć z nią wspólny język, który mieliśmy dlatego, że w tym szaleństwie miłości potrafiliśmy przymykać oko, potrafiliśmy iść na kompromisy, potrafiliśmy wybaczać. Lecz ile można znosić upokorzenia, traktowanie po macoszemu? Miarka się przebiera. I nie istotne czy to na płaszczyźnie miłości do drugiego człowieka czy do ojczyzny.

Chciałbym porozmawiać z Tobą miłości moja. Chciałbym porozmawiać i z Tobą Polsko. Nie umiem. Echo mych słów rozbija się pośród głuszy tłumów. Tłumów, które nie są skore do zrozumienia mojej racji, nie chcą jej uszanować. Słowo demokracja znają jedynie z pudeł przesyłających akurat taki obraz jaki zadowoli ich proste instynkty. Więc jak tu żyć obok siebie bez poszanowania drugiego człowieka? Ta pogańska postawa antagonizuje, sprawia iż tworzy się bunt. Ten bunt jednostek, które chcą głosić prawdę o sobie wpierw topi się w śmiechu tłumów. Poklepywanie po plecach, bagatelizowanie istoty sprawy, uśmiech politowania z ust ludzi, którzy w żaden sposób nie tworzą kultury miejsca wzbudza odrazę i niechęć, mimo tego, iż żyjemy pod jednym dachem, szyldem i nazwą. Kiedy się odezwiesz do mnie jak przyjaciel? Jak ktoś kto mnie kocha i potrzebuje? Pytanie bez odpowiedzi. Widzę tylko ciągły marazm tłumów szarganych w jedną i drugą stronę. Jedni chcą być tutaj i wszystko co tutejsze najważniejsze, tak jakby na co dzień nigdy nie było. Przecież jest! Nie trzeba tego podkreślać na każdym kroku. Drudzy chcą na zachód. Prą do lepszego świata, stają się internacjonałami, ale w tym swoim pędzie, tak samo jak ci pierwsi, nie widzą mnie wołającego o prawdę i zdrowy rozsądek. Podobno tak wielu z tych tłumów wyznaje wiarę w Boga. W tym parciu na niewidzialność przestają widzieć widzialnych i nie wyciągają nauki ze słów jakie niesie ich wyznanie. Tak wiele mówi się w nich o prawdzie. Ale gdy prawdę mówię wprost zostaje uderzony niechęcią, czasem nienawiścią. To jest ten moment kiedy się okazuje, że prawd jest wiele i że każdy ma swoją. Straszne. Jak znaleźć pole do porozumienia? Mam opuścić swój rodzinny dom, wszystkie wspomnienia i obrazy zapisane w podświadomości, które mnie kształtowały i kształtują po dziś dzień tylko dlatego, że czuje się w swej prawdzie inny? Moją prawdą jest historia ziemi, na której mieszkam. To jest mój skarb, moja miłość. Ty też tu mieszkasz, nie zmieniaj jej i nie próbuj zatrzeć, przemilczeć. Szanuj, traktuj poważnie. Proszę. Ja nie chcę nienawidzić, jesteśmy tacy podobni. Mówię do Ciebie Twoim językiem, który ciągle zaciera mój, a mój się przecież z niego wywodzi. Nienawiść jest objawem najgorszego zła, które czai się w niezrozumieniu. W strachu przed zrozumieniem, strachu przed utratą własnych fundamentów. Nie masz się co bać, gdyż co to za przyjemność przeżyć życie na fundamencie strachu? Trzeba wziąć swój bagaż, jakkolwiek by ciężki nie był i brnąć w to co niełatwe oraz trudne, ale prawdziwe. Tylko to „trzeba” tak zniechęca. Świadomość zmuszania się jest czasem nie do przeskoczenia, ale czy w tym momencie lepiej jest gardzić? Odpowiedź jest oczywista, choć jak widać nie dla wszystkich. Chcesz być prosta – bądź prosta i nieskomplikowana. Nie narzekaj wtedy na swoją nudność i brak kolorytu, ale pamiętaj o tym, żeby nie sprowadzać mnie do swojego poziomu. On nie jest gorszy, bynajmniej, on jest po prostu dla mnie inny i nie obrażaj się za to. Mógłbym jeszcze wiele próśb zapisać, ale Ty już jesteś zamknięta. Już nie słuchasz sercem, już nie zaczytujesz się w cudze słowa tak zaciekle jak robisz to w księgach, które Ci odpowiadają. Już nie chcesz mnie zrozumieć. Szkoda, tak bardzo chciałem być z Tobą. W końcu tyle razem przeżyliśmy. Nie mogę zliczyć ile razy miałem Cię na ustach, kiedy mówiłem o Tobie w glorii, nie mogę zliczyć tych momentów, gdy topiłem się w Twych barwach z uśmiechem na ustach. Lecz Ty mnie teraz nie chcesz takiego jakim jestem, bo postawiłem swój warunek i nie poszedłem na kompromis w imię prawdy. To mogłaby być miłość, mógłbym wybaczyć. Mógłbym Ci pomóc zdobywać tego czego nadal nie masz, ale uważasz, że masz już wszystko. Masz wszystko, oprócz zrozumienia.

Chciałbym wpaść Ci znowu w ramiona, żeby było jak dawniej, ale już z tym czego nam wtedy brakowało. Daj się uwieść, wróć. Tylko inna. Szanuj, traktuj poważnie i na równi, daj mi miejsce na oddech. Nie będę tęsknił za inną, bo innej tak na prawdę nie miałem. I dorośnij. Posłuchaj…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>